Menu

Kulturą sycąc głód prawdziwego życia...

1200 recenzji i opisów filmów, 8 lat istnienia, niezmiennie szczere opinie

Z księgowego do killera: kurs w obrazkach nie tylko dla orłów

komet007

WantedWanted [Ścigani] (USA, 2008), reż. Timur Bekmambetow

Niektórzy ludzie mają taki szczególny dar. Potrafią mianowicie przykuć uwagę słuchacza mimo, że opowiadają totalne bzdury. I taką zdolność - tyle że w wersji filmowej - posiada niewątpliwie Timur Bekmambetow (znany u nas z filmów „Straż nocna" i „Straż dzienna"). Bo powiedzmy sobie uczciwie - fabuła „Wanted" jest tak żenująca i kuriozalna, że aż dziwię się jak aktorom na planie udało się utrzymać powagę w czasie ujęć. Przez takie historie ludzie traktują komiksy (bo właśnie na komiksie oparto scenariusz) jako rozrywkę dla przygłupów. A jednak - dzięki temu, że reżyser potrafi to podać w efektowny sposób i z jakimś tam dystansem - można całkiem bezboleśnie ten film przetrwać (z wyłączonym myśleniem rzecz jasna). Pod względem wizualnym trudno tu mówić o rewolucji. Mamy do czynienia z połączeniem (czy może ekstraktem) tego co wcześniej na ekranach stworzyli bracia Wachowscy, John Woo i Robert Rodriguez. Może mało oryginalny, ale nośny jest także pomysł wyjściowy. Któż to bowiem, prowadząc nudne życie szarego urzędnika, nie liczy, iż za dzień lub dwa jego egzystencja całkiem się odmieni i zostanie kolejnym wcieleniem Jamesa Bonda. Łatwo jest wiec, jeśli nawet nie wejść w skórę Wesley'a Gibsona, to przynajmniej mu kibicować w jego ewolucji z upokarzanego szaraczka w niezwyciężonego killera. Dodatkowo postać ta została bardzo dobrze obsadzona. James McAvoy, podobnie jak w „Ostatnim Królu Szkocji", sprawdza się w odgrywaniu roli przeciętniaka, który otrzymuje od losu wielką szansę. Oby tylko nie dał się zaszufladkować. Reszta obsady po prostu jest. Angelina Jolie niewiele mówi, czasem się uśmiechnie w swoim stylu. Szkoda tylko, mimo iż starano się to tuszować - to momentami widać jej przerażającą chudość. Morgan Freeman też poniżej swojego zwyczajowego poziomu nie schodzi, ale i specjalnie się nie wysila.
Ogólnie nie ma się co oszukiwać - „Wanted" to taka guma do żucia dla oczu. Ale przynajmniej twórcy są uczciwi, bo do rangi wielkiej sztuki nie aspirują, a w swojej klasie są na całkiem przyzwoitym poziomie. Ogląda się to całkiem zdatnie, ale jakakolwiek próba myślenia podczas seansu jest wysoce niewskazana.

© Kulturą sycąc głód prawdziwego życia...
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci