Menu

Kulturą sycąc głód prawdziwego życia...

1200 recenzji i opisów filmów, 8 lat istnienia, niezmiennie szczere opinie

Nuda za kulisami prezydentury

komet007

NixonNixon (USA, 1995) reż. Oliver Stone

Dla większości przeciętnych widzów Oliver Stone kojarzy się z filmami wzbudzającymi kontrowersje. Któż nie pamięta dyskusji o zamachu w Dallas po wejściu na ekrany „JFK", albo nie miał zdania na temat nadużywania przemocy przez bohaterów „Natural Born Killers". Można by więc przypuszczać, że jeżeli taki reżyser weźmie „na warsztat" jedną z najbardziej dyskusyjnych postaci amerykańskiej polityki, to musi wyjść z tego mieszanka wybuchowa. A jednak tak się nie dzieje. Zamiast miażdżącego ciosu w republikanów i samego Nixona, otrzymujemy biografię bliską neutralności [bo trudno tu mówić o obiektywności]. Wydaje się, że Stone, zamiast znęcać się nad politykiem, postanowił ukazać go jako człowieka. Główny bohater jest zaślepiony przez swoją ambicję i wieczny głód władzy. Jego żywiołem jest walka, ciągłe dążenie do osiągania kolejnych, coraz większych celów. Jednak im plany są bardziej dalekosiężne, tym bardziej Nixon ma spaczony obraz rzeczywistości, widzi świat jako człowiek prywatny [uczciwy i prawy] i Nixon [nadczłowiek, istota wyższa]. Co więcej - Stone niemal podkreśla, że prezydent nie jest zły z natury. Wydaje mi się jednak, że klucz do Nixona pod postacią przesadnej ambicji, kompleksu rodziny, słabego wykształcenia i charyzmy Kennedych to za mało na ciekawą biografię. Cała opowieść podawana jest w nieco zagmatwanej formie [wspomnienia we wspomnieniach], otrzymujemy mnóstwo nazwisk i dat. Pewnie Amerykanom łatwiej jest wiele spraw tu przedstawionych zrozumieć i odpowiednio usytuować w przeszłości. Niestety - dla kogoś, kto nie ma historii USA w jednym palcu - całość jest trochę mało klarowna i przydługawa.
Ale nawet jak nie porusza nas za specjalnie zawikłana opowieść, to możemy delektować się wspaniałą obsadą. Stone'owi udało się zgromadzić przed kamerą - zarówno do dużych jak i drobniutkich ról - rewelacyjnych aktorów. Pierwsze skrzypce gra oczywiście Anthony Hopkins. Charakteryzację na Nixona zrobiono bardzo subtelnie, ale poprzez zachowanie angielski aktor doskonale naśladuje tytułowego bohatera. Z tłumu świetnych kreacji należy jeszcze wyróżnić Bob Hoskinsa, który rewelacyjnie ożywił postać Edgara Hoovera [wieloletniego szefa FBI].
Czy było by lepiej, gdyby Stone „zmiażdżył" Nixona? Może to było po prostu zbyt proste, bo w pewnym sensie zostało to już zrobione przy dochodzeniu w sprawie Watergate. Zamiast kopania leżącego dostajemy więc przestrogę, że najwyraźniej nie każdy powinien piastować wysokie stanowiska. Tyle, że zanim przeciętny widz zdoła dojść do takiego lub innego wniosku, to może kilka razy się znudzić. Z wypiekami na twarzy mogą to oglądać tylko ludzie zafascynowani historią Stanów.

© Kulturą sycąc głód prawdziwego życia...
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci